Pędzę, spieszę dla ciebie, wciąż dla ciebie – zatracam się w czynnościach, które tobie, tobie. Za młoda na ciężar totalny i pełnoprawną dłoni marskość, za stara na beztroskę, mijam pilony gąsienicowate z trwogą o nagły ruch kół z naprzeciwka, który mógłby zakończyć to… nie zakończy. Korytarz straconych chwil, nagła twarz pochylona nad papierami, ucho przyparte do gorącej, spoconej słuchawki. Nie jestem gościem, lecz petentem. Nie powie „czekaj, mam gościa”. Jest chwila dla mnie. Czy wiem, co mnie czeka. Chemia, stanie, uciążliwy klient. Nic nowego. Pieniądze. To by było wyjątkowe. Nie kusi mnie to, prosta decyzja. Mój czas w ciągu danych, w kwadracikach, wielokropkach. Absurd formularzy. Linia życia zszyta zszywką, pieczęć w kolorze krwi, niebieski podpis. Nie mogę niczego zmyślić, a zawsze tego pragnę. Wolałabym mieć dwóch ojców, męża sportowca, albo żonę. Śmieszniejsze nazwisko. Miejsce zamieszkania – Andaluzja. W razie wypadku poinformować księdza Marka „Coś-ci-się-pokiełbasiło” Lamera. Ewentualnie organistę.
Kobieta poważnieje, dopisuje datę. Jakoś jesteśmy na my. Miała bardziej duszę artystki. Lubiła pracować z dziećmi do lat pięciu. Gubiła końcówki i zdradzała niskie wychowanie. To nas łączyło.
Niestety – pies przeciwko mnie. Naderwane ucho, Tyson dokumentny, dokumentalny, dokumentowy. Pół centymetra na cztery. Widać wszystko – oceny, pieczątki. Bo to wszystko. Ale nie możemy.
Zbyt miła, za rok będzie miała twarz z kiszonej kapusty, na biurku pączek. Dokończę pączek. Wrzody. Zapach spalonej grzałki czajnika elektrycznego. Pożar okleiny biurowej.
LolaCz
26.01.2012
24.01.2012
Bażanty
*
Podbiegłam do głównej drogi, która jak zwykle była nie do przejścia bez niemego błagania pieszych oczu, rozbieganych oczu. Ten jeden zawsze się zatrzymywał, ten długo oczekiwany. Wtedy inny, jadący z naprzeciwka z wielką niechęcią dostosowywał się zazwyczaj i można było pognać na bażanty. Trudno znaleźć dobrą wymówkę na oglądanie bażantów miast robienia prania i obmyślania obiadu. W końcu przez gapienie się na te królewskie ptaki, które niektórzy chętnie widzieć by chcieli martwe, przewieszone bezwładnie przez ramię kota w butach, nie produkowało się nic, ani PKB, ani wynalazków. Bezużyteczne były zabawy w ornitologa, który nawet słabo znał się na ptakach i nie odróżniłby szczygła od słowika. Nagle zabrakło mi pieska. On podobnie brutalnie traktował kwestie równości i tak samo obojętna była mu zarówno płeć, jak i gatunek zwierzęcia. Dzielił je raczej na te, które trzeba pogonić i te, z którymi można się pobawić. Podobnie jak ja dzieliłam ludzi.
Niestety nie usłyszałam ani jednego bażanta. Przez łąki przebiegało jedynie błoto. Gdzieniegdzie spotkać można było bezpańskiego psa lub srokę.
Morderca wiedział, że znowu mu się udało dopiero wczoraj gdy w środku nocy obudziło mnie senne wołanie. Napisałam kilkanaście stron całkowicie bezmyślnie, będąc w całkowitym transie. Gdy skończyłam, zasnęłam jak zabita i nie przyszłam do pracy. Poprzednim razem wszystko poszło w złym kierunku, dlatego konieczne było powtórzenie zabiegu. Czasami się to zdarza, ale należy pamiętać, że wiele zależy od nas samych.
Podbiegłam do głównej drogi, która jak zwykle była nie do przejścia bez niemego błagania pieszych oczu, rozbieganych oczu. Ten jeden zawsze się zatrzymywał, ten długo oczekiwany. Wtedy inny, jadący z naprzeciwka z wielką niechęcią dostosowywał się zazwyczaj i można było pognać na bażanty. Trudno znaleźć dobrą wymówkę na oglądanie bażantów miast robienia prania i obmyślania obiadu. W końcu przez gapienie się na te królewskie ptaki, które niektórzy chętnie widzieć by chcieli martwe, przewieszone bezwładnie przez ramię kota w butach, nie produkowało się nic, ani PKB, ani wynalazków. Bezużyteczne były zabawy w ornitologa, który nawet słabo znał się na ptakach i nie odróżniłby szczygła od słowika. Nagle zabrakło mi pieska. On podobnie brutalnie traktował kwestie równości i tak samo obojętna była mu zarówno płeć, jak i gatunek zwierzęcia. Dzielił je raczej na te, które trzeba pogonić i te, z którymi można się pobawić. Podobnie jak ja dzieliłam ludzi.
Niestety nie usłyszałam ani jednego bażanta. Przez łąki przebiegało jedynie błoto. Gdzieniegdzie spotkać można było bezpańskiego psa lub srokę.
Morderca wiedział, że znowu mu się udało dopiero wczoraj gdy w środku nocy obudziło mnie senne wołanie. Napisałam kilkanaście stron całkowicie bezmyślnie, będąc w całkowitym transie. Gdy skończyłam, zasnęłam jak zabita i nie przyszłam do pracy. Poprzednim razem wszystko poszło w złym kierunku, dlatego konieczne było powtórzenie zabiegu. Czasami się to zdarza, ale należy pamiętać, że wiele zależy od nas samych.
23.01.2012
Przyczyna śmierci
Krok w krok, smycz na luz, rano i rano, popołudnie i noc. Długi pas roślin i psich kup, kroczyłam ścieżką z psem co noc. Czasem, gdy naprawdę bałam się pijackich nocnych zjaw, oświetlałam sobie ją. I teraz znowu idę i widzę porzucony stos szmat i TV. Nie widzę jednak śladu łez, które wczoraj zgubiłam tutaj.
Może jutro kolejny raz trafi w moją głowę jabłko i olśni mnie najlepsze rozwiązanie ciepła, które grzeje szalone myśli, produkuje iskry. Może chwycę je i rzucę nim we właściwą stronę. Głupia naturo rzeczy, nie jestem wcale stworzona do bycia tylko jabłkiem, chcę być rozgryziona do samego rdzenia.
Spadła tylko cegła rozrywając skórę opinającą czaszkę, spadła ta cegła akurat w momencie gdy myślałam o podłym niewolnictwie, o szuraniu kolanami o brudną posadzkę w błaganiu o chleb.
Leżałam pomiędzy zepsutymi zabawkami a psią kupą, pomiędzy gałęzią a nogą sprawcy. Mój pies zlizywał krew z mojego czoła, smycz wciąż mocno ściskałam w dłoni. Sprawca wyjął z kieszeni nóż i odciął smycz, a z nią psa, który w końcu mógł pobiec w swoją stronę. Nie liczyłam na lojalność po śmierci – nie była mi już tam potrzebna.
Sprawca miał zepsute zęby – tak go zepsuło to mordowanie, tak bardzo kochał zabijać ludzi pogrążonych we własnych myślach na samotnym spacerze z psem, tak bardzo lubował się w ich odrodzeniu w nowej postaci, gdy otrzepywali się z tych psich kup, z tych liści i kropel deszczu lub łez. Zaczynali wtedy iść, wpierw niepewnie, potem jednak całkiem żwawo, w sobie tylko wiadomą stronę. Wiadomą już od dawna, wiadomą od tego specyficznego momentu, gdy się na coś uparli. Zazwyczaj jednak to przekonanie tłumi mniej lub bardziej wyartykułowany Rozsądek objawiający się pod postacią rodzica. Ciężko jest mieć dziecko, które pragnie niepewności i życia niezgodnego z nauką Kościoła.
Odzyskiwałam przytomność wolniej, niż wtedy, gdy zostałam zaatakowana przez krawężnik umorusany błotem. Wolniej nawet niż wtedy, gdy uprawiałam seks z pewnym mężczyzną już trzy dni z rzędu bez jedzenia i snu, aż w końcu trzeba mnie było hospitalizować. Trafiłam wtedy na Oddział Chorób Wenerycznych i Nimfomanii. Teraz wprawdzie nie przyjechała po mnie karetka, lecz obudził mnie miły policjant, który taśmą otoczył miejsce zbrodni, której ofiarą rzekomo byłam, w notesie zapisał jej szczegóły, które były dość powierzchowne, ponieważ pomijały jeden jej aspekt – życie ofiary po traumatycznym przeżyciu własnej śmierci.
Gdy policjant akurat pisał w swoim notesiku w iście poetyckim stylu „ospowate czoło pokryte zaschniętą krwią i pyłem ceglanym…”, szturchnęłam go kolanem w łokieć i zrobiłam taką straszną minę, że ten niemal wyskoczył ze swoich służbowych bucików.
- Niech pan lepiej idzie do domu. Sprawa zakończona. Trup żyje.
Może jutro kolejny raz trafi w moją głowę jabłko i olśni mnie najlepsze rozwiązanie ciepła, które grzeje szalone myśli, produkuje iskry. Może chwycę je i rzucę nim we właściwą stronę. Głupia naturo rzeczy, nie jestem wcale stworzona do bycia tylko jabłkiem, chcę być rozgryziona do samego rdzenia.
Spadła tylko cegła rozrywając skórę opinającą czaszkę, spadła ta cegła akurat w momencie gdy myślałam o podłym niewolnictwie, o szuraniu kolanami o brudną posadzkę w błaganiu o chleb.
Leżałam pomiędzy zepsutymi zabawkami a psią kupą, pomiędzy gałęzią a nogą sprawcy. Mój pies zlizywał krew z mojego czoła, smycz wciąż mocno ściskałam w dłoni. Sprawca wyjął z kieszeni nóż i odciął smycz, a z nią psa, który w końcu mógł pobiec w swoją stronę. Nie liczyłam na lojalność po śmierci – nie była mi już tam potrzebna.
Sprawca miał zepsute zęby – tak go zepsuło to mordowanie, tak bardzo kochał zabijać ludzi pogrążonych we własnych myślach na samotnym spacerze z psem, tak bardzo lubował się w ich odrodzeniu w nowej postaci, gdy otrzepywali się z tych psich kup, z tych liści i kropel deszczu lub łez. Zaczynali wtedy iść, wpierw niepewnie, potem jednak całkiem żwawo, w sobie tylko wiadomą stronę. Wiadomą już od dawna, wiadomą od tego specyficznego momentu, gdy się na coś uparli. Zazwyczaj jednak to przekonanie tłumi mniej lub bardziej wyartykułowany Rozsądek objawiający się pod postacią rodzica. Ciężko jest mieć dziecko, które pragnie niepewności i życia niezgodnego z nauką Kościoła.
Odzyskiwałam przytomność wolniej, niż wtedy, gdy zostałam zaatakowana przez krawężnik umorusany błotem. Wolniej nawet niż wtedy, gdy uprawiałam seks z pewnym mężczyzną już trzy dni z rzędu bez jedzenia i snu, aż w końcu trzeba mnie było hospitalizować. Trafiłam wtedy na Oddział Chorób Wenerycznych i Nimfomanii. Teraz wprawdzie nie przyjechała po mnie karetka, lecz obudził mnie miły policjant, który taśmą otoczył miejsce zbrodni, której ofiarą rzekomo byłam, w notesie zapisał jej szczegóły, które były dość powierzchowne, ponieważ pomijały jeden jej aspekt – życie ofiary po traumatycznym przeżyciu własnej śmierci.
Gdy policjant akurat pisał w swoim notesiku w iście poetyckim stylu „ospowate czoło pokryte zaschniętą krwią i pyłem ceglanym…”, szturchnęłam go kolanem w łokieć i zrobiłam taką straszną minę, że ten niemal wyskoczył ze swoich służbowych bucików.
- Niech pan lepiej idzie do domu. Sprawa zakończona. Trup żyje.
20.01.2012
Nieszczęśliwi ludzie
Bardziej poufnie i na granicy intymności spotkaliśmy się tutaj, nie w parku, a obok, aby wyznać sobie piękną pogodę. Nic, tylko zaprowadzę cię tu, tam, odjedziesz. Zwykłe spotkanie przy papierosie. Mam tylko jedno wspomnienie o tobie, jak narośl – uśmiech kota. Wczoraj przypomniał mi się zmarły człowiek, a tak się jakoś składa w moim życiu, że połowa zmarłych bliskich mi niegdyś ludzi to były niezłe gagatki. Jednak dopiero teraz dotarłam do źródła ich postępowania. Ja też robię złe rzeczy, gdy jestem nieszczęśliwa. Może to będzie moje nowe przesłanie dla świata, który dopiero zaczynam odbudowywać na gruzach starego?
Hej, gagatku, wiem, że twoi rodzice wychowali cię w złotej klatce i dlatego nie potrafisz mnie dobrze traktować, bo kojarzę ci się z fe-brzydkim-programem w telewizji, w którym pokazywali głodne dzieci, trupy i cwaniaczków ze śródmieścia, brzemienne intrygantki, schorowane kobiety, dzieci z zespołem Downa. Przykro mi, ale też niespecjalnie chce mi się tobie pomóc. Musisz pozbierać się do kupy sam po tym Szoku, musisz spotkać jeszcze dziesiątki takich sierotek, by wiedzieć, że nie tylko w telewizji, w tym bezpiecznym pudełku jest bieda, śmierć i choroba genetyczna, że nie tyle otrze się to wszystko o ciebie, ale też spróbuje wniknąć w twoje pozornie intrygujące właściwości. Kolejna skorupa – masz piękne oczy i to by było na tyle.
W zasadzie to nigdy nie rozwiązałam tej sytuacji pozytywnie. Nie odpowiedział na mojego mejla, którego pisałam ostrożnie dobierając słowa, aby nie pomyślał sobie o mnie źle. Ale on i tak myślał o mnie źle i właśnie tacy ludzie, szybko uprzedzający się bez konkretnej przyczyny i przesadnie lojalni wobec przypadkowych skurwysynów, są najgorszym typem przelotnego znajomego. Niby występuje tylko w jednym epizodzie twojego życia, a jednak zostawia po sobie smród. Jak jeden z tych współlokatorów, którzy potrafili rozbestwić się na tyle, że ze świeżo pomalowanego pokoju pozostała ruina – poplamione czymś niezmywalnym tapicerki, cuchnące czymś niemożliwym do sprania zasłony, czarne dziurki wypalone w dywanie, na blatach stołów, sąsiadujące z niewyjaśnionymi plamami i bohomazami na ścianach.
Jeden napis na ścianie i dwie kobiece twarze – piscem natare doces. Wykonałam to po pijaku w obawie przed karą. Bałam się rytuału, którym stało się dawanie strzału w ryj za próby indywidualizacji, czyli ucieczki od reżimu poprzez grę w odmienność. Odpowiedzialność za miłość, nawet tę minioną, jest bolesna. Ale największe ciosy spadają na niewinnych – owoce tej miłości czy też, jak kto woli, seksu.
Hej, gagatku, wiem, że twoi rodzice wychowali cię w złotej klatce i dlatego nie potrafisz mnie dobrze traktować, bo kojarzę ci się z fe-brzydkim-programem w telewizji, w którym pokazywali głodne dzieci, trupy i cwaniaczków ze śródmieścia, brzemienne intrygantki, schorowane kobiety, dzieci z zespołem Downa. Przykro mi, ale też niespecjalnie chce mi się tobie pomóc. Musisz pozbierać się do kupy sam po tym Szoku, musisz spotkać jeszcze dziesiątki takich sierotek, by wiedzieć, że nie tylko w telewizji, w tym bezpiecznym pudełku jest bieda, śmierć i choroba genetyczna, że nie tyle otrze się to wszystko o ciebie, ale też spróbuje wniknąć w twoje pozornie intrygujące właściwości. Kolejna skorupa – masz piękne oczy i to by było na tyle.
W zasadzie to nigdy nie rozwiązałam tej sytuacji pozytywnie. Nie odpowiedział na mojego mejla, którego pisałam ostrożnie dobierając słowa, aby nie pomyślał sobie o mnie źle. Ale on i tak myślał o mnie źle i właśnie tacy ludzie, szybko uprzedzający się bez konkretnej przyczyny i przesadnie lojalni wobec przypadkowych skurwysynów, są najgorszym typem przelotnego znajomego. Niby występuje tylko w jednym epizodzie twojego życia, a jednak zostawia po sobie smród. Jak jeden z tych współlokatorów, którzy potrafili rozbestwić się na tyle, że ze świeżo pomalowanego pokoju pozostała ruina – poplamione czymś niezmywalnym tapicerki, cuchnące czymś niemożliwym do sprania zasłony, czarne dziurki wypalone w dywanie, na blatach stołów, sąsiadujące z niewyjaśnionymi plamami i bohomazami na ścianach.
Jeden napis na ścianie i dwie kobiece twarze – piscem natare doces. Wykonałam to po pijaku w obawie przed karą. Bałam się rytuału, którym stało się dawanie strzału w ryj za próby indywidualizacji, czyli ucieczki od reżimu poprzez grę w odmienność. Odpowiedzialność za miłość, nawet tę minioną, jest bolesna. Ale największe ciosy spadają na niewinnych – owoce tej miłości czy też, jak kto woli, seksu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)